Jestem słoikiem! Za przecier pomidorowy Mamy robię wszystko ;)

Podczas ostatniej wizyty w rodzinnym domu zdałam sobie sprawę, że prawdą jest co mówią dorośli (kiedy jest się dzieckiem) 😉 , że z upływem lat tęskni się do zapachów, smaków i miejsc znanych z dzieciństwa. Może dopiero dorosłam, ale skorupka na pewno nasiąkła i… na starość 😉 trąci.

Odkąd pamiętam zapach pomidorów był zawsze obecny w naszym domu. Nie tylko dlatego, że jest trochę ostry, zwłaszcza przy szypułce i nie dający się z niczym porównać, ale także dlatego, że towarzyszy mi od 30 lat. Bo oprócz wiśniowego sadu, który służył jako baza wypadowa dla wszystkich okolicznych „Indian” (tak, były czasy, kiedy nie było internetu i życie towarzyskie dzieci było tylko offline 😉 ) dorastałam wśród innych owoców i warzyw. I na nich rosłam też  :) bo moi Rodzice od 30 lat prowadzą ogrodnictwo specjalizujące się w uprawie pomidorów.

Próbowaliście kiedyś dojrzewającego w słońcu pomidora zerwanego prosto z krzaka? To jeden ze smaków mojego dzieciństwa – pomidor jedzony ze skórką, soczysty tak, że już pierwszy kęs wydobywa ciepły sok spływający po rękach. A z każdym kolejnym, świeżo wyprana koszulka przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Przecież szczęśliwe dzieci to „naturalnie” 😉 umorusane dzieci.
Dzisiaj, kiedy paleta smaków i zapachów rozrosła się do wielu „wyjątkowych” wciąż te pierwsze są najsilniejsze. Dlatego, kiedy po latach niemieszkania w rodzinnym domu wracam i od progu czuję zapach pomidorówki wiem, że już jesień i Mama robi przeciery na zimę. Gęste, przetarte ręcznie przez sito, bez soli i pieprzu. Uwielbiam je na zimno zaraz po treningu lub jako drugie śniadanie. Używam też do sosu czy pomidorówki, którą czasem robię w wersji express :) Podgrzewam wtedy sam przecier i dodaję ugotowany ryż lub makaron. Pomidory moich Rodziców są naturalnie słodkie przez co smak ulubionej pomidorówki dla mnie zawsze będzie bardziej słodki niż ostry :) ale nie mam wątpliwości, że nawet starsze dzieci lubią słodkie.

Dlatego zawsze kiedy wracam do siebie, do tego drugiego domu, Mama wyposaża mnie w zestawy słoików z pomidorową zawartością. Wydzielam je sobie bo zawsze za szybko się kończą, zwłaszcza od czasu, kiedy odwiedzający nas znajomi na pytanie: czego się napijesz odpowiadają – przecier pomidorowy! Ale na zdrowie – zawsze chętnie częstujemy wszystkich :)

Nigdy szczególnie nie zastanawiałam się nad wpływem pomidorów na nasze zdrowie. Ich obecność była dla mnie tak oczywista jak powietrze. Odkąd jednak zaczęłam przykładać większą wagę do składu oraz pochodzenia żywności znów przekonuję się, że jestem mega szczęściarą. Mam pod nosem źródło dostarczające mnóstwa witamin i minerałów.

Wiecie, że jeden duży pomidor zawiera około 60% dziennego zapotrzebowania na witaminę C, ok. 25% zapotrzebowania na witaminę E oraz zawiera witaminy z grupy B oraz PP? Te ostatnie działają korzystnie na układ nerwowy i wpływają na metabolizm cukru i cholesterolu we krwi. Posiadają silne antyoksydanty i pierwiastki mineralne – przede wszystkim potas, który obniża ciśnienie krwi. Pomidory dostarczają również wapnia, magnezu, żelaza oraz rzadko spotykane w produktach spożywczych mikroelementy jak mangan, miedź czy kobalt. Ogromne znaczenie dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia ma likopen. Zapobiega zawałom serca i rozwojowi miażdżycy. Najlepszym źródłem likopenu są pomidory, ale uwaga – by mógł pełnić skutecznie funkcję ochronną codziennie powinniśmy zjeść jednego pomidora lub talerz zupy pomidorowej. W ten sam sposób podziałają również dwie łyżki keczupu albo szklanka soku. Oczywiście nie chodzi o pomidory from Marocco, których proces dojrzewania zaczyna i kończy się na chłodni w transporcie. Lepiej wybierać krajowe a zimą przerzucić się na soki i przeciery z polskich pomidorów.

Mimo, że każdy pomidor, niezależnie od pochodzenia składa się aż w 93% z wody to tylko te, które miały szansę na prawidłowy rozwój i naturalny proces dojrzewania będą najbogatsze w witaminy i minerały. Zwracajcie uwagę na pochodzenie wszystkich produktów, czytajcie opisy i składy. Przecież czym skorupka za młodu… :)

Właśnie przypomniał mi się smak „pajdy” (to po poznańsku kromka :) ) świeżego chleba z zimnym masłem, plastrem pomidora i szczyptą soli. Hehhh, lato wróć. Czekam (nie)cierpliwie.

P.S. Będę miała dla Was pomidorową niespodziankę. Szczegóły już wkrótce :)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *