Nie wywołuj kryzysu z lasu! Radość, złość i łzy na 60.kilometrze – 4 km przed metą.

Bardzo obawiałam się tego biegu. UltraNoraftrail (cała trasa na mapie pod linkiem) w Beskidzie Wyspowym to długi, stanowczo za długi dla mnie dystans – myślałam analizując swoje możliwości. Jednocześnie coś mnie pchało tam na górę. Szansa na nowe wrażenia, na doświadczanie, na niesiedzenie, na czas ze sobą. Zamknęłam więc oczy, wystawiłam twarz do słońca – pobiegnę! Serce wygrało z rozumiem po raz pierwszy.

Postanowiłam jednak wykorzystać całą wiedzę by możliwie pomóc sobie przed startem. Ważne, naprawdę bardzo ważne jest dobre jedzenie zwłaszcza w tygodniu/dwóch przed startem. Potrzebne są dobre węgle, białko, witaminy. I sen. Z tym ostatnim jest u mnie najgorzej. Uwielbiam nie spać kiedy świat spokojnie śpi. Kiedy się jednak budzi, wstaję razem z nim co sprawia, że śpię po 5-6 godzin. Przeniosłam więc centrum zarządzania swoim światem na poziom kołdry, ale niewiele to zmieniło. Udało mi się wcześniej zasnąć dopiero ostatniej nocy przed startem.
Z powagi sytuacji, albo z przejedzenia razowym makaronem 😉 bo z 600 km trasy do Nowego Targu to pamiętam najbardziej :)

Trzy, Dwa, Jestem na starcie
Start o godzinie 7.00 oznacza pobudkę o 5.00 rano. Środek nocy, ale tym razem pierwszy dźwięk budzika wystarczył. Mimo ściany deszczu za oknem czułam się świetnie. Śniadanie (makaronu nigdy dość 😉 , czarna kawa, (przestało lać), rozgrzewka, rozciąganie. Będąc na starcie nie myślałam już: „Co ja tu robię” bo przecież wiedziałam po co i dlaczego tu jestem. Nie biegam dla szczytów, ale dla drogi prowadzącej tam. Po wolność, powietrze, prawdziwość każdego kroku. Biegam bo mogę.

W 64 kilometrową trasę ruszyło 30 osób – każda po swój własny szczyt. Pogoda idealna – nie za ciepło, bezwietrznie, mgła z deszczem – od czasu do czasu. Samopoczucie 120%, siła zapakowana w mięśniach, energia do plecaka, wyzwanie skupione na twarzy, a radość w sercu. Tak wielka, że pierwsze 10 kilometrów minęło jak 3. Niesiona pozytywnymi myślami zaczęłam mocno, szybko, za szybko. Wybrałam opcję „finiszuj od startu” 😉 zamiast „wolniej zacznij – szybciej skończysz”.
O skutkach tego wyboru miałam się przekonać kilka godzin później.

Nie wywołuj kryzysu z lasu!
Mięśnie zaczęłam czuć na około 32 kilometrze. Poszło od lewej nogi, łydka, dwugłowy. Od około 38 km bieganie po płaskim było już mało komfortowe. Odpoczywałam na zbiegach – czworogłowe wyćwiczone podczas siłowych treningów okazały się najsilniejszym ogniwem. Wtedy jednak pierwszy raz pomyślałam, że mogę nie dać rady pokonać pełnego dystansu, ale tak szybko jak przyszła ta myśl, tak szybko próbowałam ją posłać do diabła. Przecież do mety ponad 20 km – jeszcze przyjdzie czas na biadolenie.
Nie teraz, nie teraz!

I biegłam, starając się skupić ma doświadczaniu drogi, na oddychaniu. Na widokach też się starałam, ale niestety gęsta mgła skutecznie ograniczała możliwości. Stopniowo także, pojawiający się od czasu do czasu deszcz przestał budzić radość dziecka, stając się źródłem kolejnego grymasu. Z pomocą przychodziło wbieganie w leśnie ścieżki, które pozwalały odrywać myśli. I tak, prowadząc ukrytą walkę sama ze sobą, wyrywałam kilometr po kilometrze. Na ok 40. trasa zmieniła się w szeroką, szutrową drogę i już do mety miała taka pozostać. To zła wiadomość – 24 kilometry po szutrze, w górę, w dół – nie ma na czym zawiesić oka, ani nawet o co się potknąć, więc funkcje mózgu zostają ograniczone do polecenia: „przebieraj nogami”. Układałam więc stopy na przemian, jedna za drugą, choć coraz wolniej . Czułam już jego oddech na plecach, wiedziałam, że teraz jest szybszy niż ja. Ale jeszcze nie, nie teraz – jeszcze kilometr, jeszcze dwa, jeszcze 5 – myślałam. I nagle stop. Koniec. 54 kilometr. Serce chce walczyć bo przecież nie o zmęczenie tu chodzi. To „tylko” ból w mięśniach, przejdzie. Ale nie przechodzi. Zaczynają się negocjacje: jeszcze metr, jeszcze krok i jeszcze dwa. Powoli. Łzy napływają do oczu, złość na bezsilność miesza się z radością każdego kroku naprzód.

„Ruszyła maszyna po szynach ospale”
Mam wrażenie, że kolekcjonuję każdy metr, długo oglądam z każdej strony, zanim uaktualni się bieżący licznik – 57 km. Jeszcze nigdy nie walczyłam tak o każdy kilometr, jeszcze nigdy tak często nie patrzyłam na zegarek. Organizm mówi stop, a serce dalej prowadzi negocjacje. „OK, nie mam już siły, żeby biec, ale mam siłę, żeby iść. Będę szła, dobrze? Jeszcze kawałek”.

„Jeszcze kawałek” to było jakieś 4 kilometry, które będę pamiętać do końca życia. Nie jako walkę o ostatnie słowo, ale o możliwość kompromisu, który szczęśliwie, choć z opóźnieniem, prowadzi do celu. To niesamowita lekcja pokory – poważna przeszkoda, niemal kolejny szczyt, przed osiągnięciem zaplanowanego celu. Czy żałuję, że zaczęłam bieg za szybko? Nie. Pierwsze 10 kilometrów było magiczne. Z miarowym oddechem, pełnym uśmiechem, spokojem mimo szybkości i radością po koniuszki palców. Czy kolejny bieg zacznę równie szybko? Nie. Lepiej przygotuję się do negocjacji, jeśli będę zmuszona je prowadzić.

Kolejny bieg? TAK. Bo mimo, iż wtedy tam, krzyczałam na siebie, że to ostatni raz, że nigdy więcej – myślę już gdzie, kiedy i jak :)
Serce wygrało z rozumem po raz drugi!

P.s. przed startem w Ultra Noraftrail optymistycznie zakładałam zmieszczenie się w limicie 12 h. Więcej nie chciałam. Pokonałam trasę biegu w 8 h 49 m na ostatnich 4 kilometrach prowadząc jedno z trudniejszych starć z samą sobą. To doświadczenie nauczyło mnie wiele. Zwróciło uwagę na cierpliwość – cechę, której od dziecka mam deficyt i wdzięczność za świadomość, że każdy krok, nawet stawiany wolno, prowadzi na szczyt. A na szczycie czeka zaszczyt. Doświadczam w ciszy, spokoju i z Wami :)

Dziękuję jeszcze raz za Wasze wsparcie. Było naprawdę silnym argumentem w moich negocjacjach z Panem Kryzysem. I choć na pewno dziwnie wyglądałam wpatrzona w telefon na trasie, daliście mi dużo nowej, świeżej siły. Nie tylko w nogach. Dziękuję!
<3!

B.

2 comments on “Nie wywołuj kryzysu z lasu! Radość, złość i łzy na 60.kilometrze – 4 km przed metą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *