Spod samiuśkich Tater – pikne lato w listopadzie! Hej! :)

Kocham góry. Być może dlatego, że do nieba stamtąd jest najbliżej. Być może dlatego, że jako jedne z nielicznych – były, są i będą. Uwielbiam je za ich siłę, wolność jaką dają i przestrzeń. Kocham również za to, że to tutaj  lubię siebie najbardziej.

Zwykle zaczyna się już od spakowania górskich butów – pojawia się pierwszy uśmiech na samą myśl, że „będzie chodzone” :) Potem długa droga podczas której wygłupów nie ma końca. Śpiewam, chociaż normalnie tego nie robię i nie chcielibyście usłyszeć jak 😉 tańczę na fotelu, skaczę na stacji benzynowej. Nieważne, że ludzie się gapią. Nieważne, że tym razem wciąż walczę z katarem, a leki zwalczające wirusy powinny skutecznie ostudzić moje zapędy. Nic z tego. Przypominam dziecko, które wie, że za chwilę będzie na placu zabaw. Obowiązuje zasada: „nie mam siły, żeby iść, ale mam siłę, żeby biec” :)

I pewnie niewielu zrozumie siłę, która sprawia, że w wolny weekend zamiast kłaść się spać nad ranem, wstajesz w nocy. Budzik ustawiony na 4.00 dzwoni tylko raz. Nie pamiętasz wymówki: „już wstaję, jeszcze tylko jedna drzemka”. Nie człapiesz do łazienki a prawie wbiegasz z pieśnią na ustach i szczerzysz zęby do swojego odbicia w lustrze. Ahhh, zapomniałam – jesteś typem sowy? Naprawdę???

Też tak myślałam. Do czasu takich widoków ja ten. Kto z Was w takim momencie użyje przycisku „drzemka”?

I tak jak przecież we wczesnym wstawaniu nie chodzi o to, żeby nie spać, tak w chodzeniu po górach nie chodzi wyłącznie o zdobywanie szczytów. Najważniejsze jest doświadczanie. Tu i teraz. Przeżywanie, czucie, bycie. Poznawanie siebie – zawsze bardziej w formie obserwacji niż sprawdzania. Zamiast „ciekawe czy dam radę tam wejść” wybieram „ciekawe czego będę doświadczać podczas tej podróży”. To podejście zakłada, że każdy możliwy scenariusz będzie dobry. Nie ma presji.

Za każdym razem wychodzę więc w góry skupiona, ale maksymalnie otwarta na doświadczanie. Chłonę wszystko łapczywie – bardziej niż pierwszą kawę o 5 rano. Przestrzeń, wolność, radość unoszą się w powietrzu. Wystarczy wyciągnąć rękę, spojrzeć ku górze, wsłuchać się w ciszę. Kurtka chroniąca przez deszczem i wiatrem przepuszcza tylko szczęście.

Spędziliśmy w Tatrach cudowne 4 dni, których rytm wyznaczały góry. Poznaliśmy ciekawych świata ludzi, odwiedziliśmy przytulne i przyjazne miejsca, w których jedliśmy, odpoczywaliśmy i dzieliliśmy się wrażeniami. Wdrapaliśmy się na do tej pory niedostępne dla nas szczyty, zrobiliśmy setki zdjęć chcąc zatrzymać jak więcej chwil. Okazało się, że „tu i teraz” wcale nie jest dla nas za ciasne, a o tym co „potem i tam” potrafimy milczeć.
————————————————————————————————————————————————————————————-

W Tatry Wysokie prowadził i sprowadzał nas w dół :) Grzegorz Bargiel, międzynarodowy przewodnik IVBV. Więcej o wejściach na Mnicha i Gerlach napiszę w osobnych postach, ale gdybyście zastanawiali się z kim iść w górę polecamy kontakt z Grzegorzem – choć może nie za częsty, żeby i dla nas znalazł jeszcze kiedyś chwilę 😉 :)

Jeśli szukalibyście noclegu – polecamy adres VILLA 11 folk & design. Niesamowicie klimatyczne miejsce z absolutnie przemiłą obsługą, która robiła wszystko byśmy wychodząc w góry przed 5.00 mieli przynajmniej spakowane śniadanie i owoce. (I nikt z nich nawet nie domyślał się, że po przyjeździe będę chciała napisać ten tekst).

(fot. Villa 11)

Na ogół jedliśmy w Dobra Kasza Nasza, którą jakiś czas temu odwiedziła M. Gessler. Poza kaszą w wariantach, których nawet nie jesteśmy w stanie policzyć zjecie też placki ziemniaczane, kwaśnicę i żeberka (oczywiście z kaszą) :) Warto wpaść i spróbować kaszy z pieca.

Wieczór zaczynaliśmy (i nie chcieliśmy kończyć 😉 ) w STRH Cafe & Gallery. Ten uroczy strych już od progu kusi spokojem i przyciąga ciepłem. To tutaj najczęściej odpoczywaliśmy i zamawialiśmy na wynos zielone koktajle na szybkie śniadanie- smakują wyśmienicie nawet (zwłaszcza!?) o 4 rano. A na kolację zajadaliśmy się pysznym tortem daktylowym z masą krówkową (moim ulubionym) albo marchewkowcem z lodami. Koniecznie spróbujcie też polskiego, ekologicznego wina np. z aronii.

(fot. STRH)

Cudowne dni kiedy udaje się zatrzymać czas, zawsze są zbyt krótkie. Zwłaszcza kiedy pełen wrażeń dzień zaczyna się nocą.
I nawet jeśli to był tylko sen, niech się śni.

 

 

5 comments on “Spod samiuśkich Tater – pikne lato w listopadzie! Hej! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *