Mięsożercę pożarł jarosz czyli pełnowartościowy posiłek w wersji vege. Idealny po treningu. Na ciepło lub zimno. Przygotujesz w 5min. Chyba, że wolno kroisz cebulę ;)

DSCN6105-2

Odkąd w moim siedmiodniowym planie tygodnia minimum sześć razy pojawiają się aktywności sportowe, zaczęłam zwracać większą uwagę na to, co i kiedy jem. Nie jestem dietetykiem, nie posiadam wiedzy tajemnej, ale zgłębiam 😉

Do niedawna moje wyobrażenie o własnej diecie zaczynało i kończyło się na mięsie z jakimiś tam dodatkami a ze słodyczy najbardziej lubiłam kabanosy. Od dziecka – więc to dość silne przyzwyczajenie 😉

Jednak od czasu powrotu na sportową ścieżkę zmieniła się masa przyzwyczajeń i sama masa też 😉 ale bardziej jako efekt uboczny. Punkt zwrotny nastąpił po jednym z treningów w lesie. Lekkie rozbieganie – 5 km z rytmami 5 x 30 sec na koniec. Tyle tylko, że swój koniec osiągnęłam po pierwszych 2 kilometrach… Nie pamiętam by kiedykolwiek w mojej „karierze” biegacza złapała mnie taka kolka. Gigant obustronny. Do teraz mnie skręca jak o tym pomyślę. Oczywiście wytrzymałam do ostatniej 30 sekundówki, ale stoczyłam dużą, wewnętrzną walkę. I po co się męczyć?

Na szczęście udało mi się zdiagnozować „winowajcę”. Czerwone mięso zjedzone 3 godziny wcześniej! Od tego czasu nie jem wołowiny. Albo inaczej – teraz zdarza mi się zjeść, a nie jak wcześniej – nie zdarza mi się nie zjeść 😉
Dzisiaj moja dieta bogatsza jest w warzywa i owoce, ale też ryby i owoce morza.
Myślę, że mogłabym zostać jaroszem.

Po kilkunastu tygodniach eksperymentów efekt jest taki, że czuję się lepiej, lżej, ale mocniej energetycznie. Wpływ na to ma na pewno również regularność posiłków. Co prawda tu jeszcze sporo jest do poprawy, ale nie ma już treningów bez śniadania i niejedzenia po treningu. To równoważne pory posiłków. Sprawdziłam na sobie :)

W diecie osób aktywnych sportowo istotne jest zarówno uzupełnianie węglowodanów (najlepsze te złożone, pochodzące z produktów pełnoziarnistych, nie proste ze słodyczy 😉 i białka, które przyspiesza regenerację naruszonych tkanek mięśniowych. Najlepszy potreningowy posiłek będzie więc składał się z dobrych węgli by uzupełnić ubytek glikogenu i białka. Twój organizm będzie miał z niego najlepszy użytek gdy zjesz w ciągu godziny po treningu.

Ostatnio odkryłam całkiem smaczny mix. Początkowo może wydawać się, że to składniki niepasujące do siebie, ale dzięki temu, że posiadają różne smaki nie tworzy się „papka” o maksymalnie jednym, bliżej nieokreślonym smaku. Żeby mieć taki posiłek przecież wystarczy wsypać odpowiedni proszek/i do bidonu, zalać wodą i wstrząsnąć 😉

A ja odkąd pamiętam, zawsze lubiłam jeść. Dawno temu zakochałam się we włoskiej, potem wietnamskiej kuchni nie sprowadzając jedzenia jedynie do prostej czynności a bardziej do rytuału. Warto pamiętać, że brak czasu nie usprawiedliwia niejedzenia czy jedzenia byle czego, byle jak 😉 Dlatego przedstawiam Wam baaaardzo prosty pomysł na pełnowartościowy posiłek składający się z węglowodanów, błonnika i białka, którego przygotowanie zajmie Wam 5 minut.

Sałatka z pęczkiem, owocami i rukolą:
– będzie się świetnie prezentować zarówno na talerzu jak i w plastikowym pudełku w parku 😉

1. Ugotuj pęczak (możesz kupić w torebkach lub luzem). Ilości według uznania. Moja porcja zawiera 1 torebkę.
2. Pokrój paprykę.
3. Umyj owoce – wszystko jedno jakie :) Ja znalazłam czerwoną porzeczkę i borówkę. Możesz też użyć malin, jeżyn, jagód, czy nawet leśnej mrożonki (w ostateczności!) :)
4. Pokrój czerwoną cebulę (ja daję ćwiartkę lub pół małej)
5. Dokładnie umyj rukolę

Połącz wszystko razem i gotowe :) Możesz jeszcze posypać całość ziarnami siemienia, chia i/lub goji. Najbardziej lubię jak pęczak jest jeszcze ciepły, ale jeśli nie zjesz wszystkiego od razu, następnego dnia możesz dokończyć na zimno, np. jako drugie śniadanie.

Smacznego! :)